Aspekty historyczne

Zapalenie pęcherza zawsze było problemem. Kolekcja Hearstów starych egipskich papirusów (1550 p.n.e.), będąca zbiorem formuł dla lekarzy, dawała nie mniej niż 15 receptur na problemy z układem moczowym. Jedna z nich, składająca się z jagód jałowca, kminu włoskiego i kolendry miała „leczyć wydzielanie gorąca z pęcherza”, co jest chyba najstarszym znanym opisem dyzurii. Hipokrates (500 p.n.e.) wielokrotnie odwoływał się do zaburzeń ze strony układu moczowego, zalecając dokładną obserwację moczu na obecność osadu, cząstek i ropy. W Księdze pierwszej „Epidemie” mowa jest o „szeregu przypadków ropnia kroczowego, którym towarzyszy dyzuria i bolesne, żółciowe, wodniste wydalanie. Mocz zawiera cząstki i ropę. Nie było w tych przypadkach żadnej choroby nerek.” Tak więc Hipokrates rozdzielił górne i dolne drogi moczowe na 150 lat przed tym, jak Arystoteles precyzyjnie opisał męski (przypuszczalnie) układ moczowo-płciowy!

XVI-wieczni medycy Tudorów rozpoznawali dyzurię, lecz koncentrowali się na pobieraniu moczu; w rzeczy samej butelka na mocz stała się w owych czasach w równej mierze symbolem obrazkowym lekarzy, co w dzisiejszych czasach stetoskop. Rytualne badanie moczu gołym okiem w niczym nie przybliżyło ich do istoty choroby. W 1653 roku znany zielarz, Nicholas Culpeper, zalecał czerwony koral, prawoślaz lekarski w kozim mleku i palone myszy w mleku na choroby dróg moczowych. Te preparaty były mniej racjonalne niż egipska receptura sprzed 3000 lat. Mimo to Culpeper rozpoznawał „dyzu­rię” i „zapalenie w pęcherzu”.

Both comments and pings are currently closed.

Comments are closed.